Władysław Plewako

(1936 – 2008)

ilustracjaWładysław Plewako był najmłodszym dzieckiem Stefana (1898-1980) i Adeli z Wilczyńskich (1901-1982) małżonków Plewako. Urodził się 9 czerwca 1936 r. w zaścianku Kwaterka koło Balingródka nad Wilią, podczas kiedy starsze rodzeństwo - jeszcze w zaścianku Wiktoryszki koło Powiewiórki, w którym rodzina gospodarowała parędziesiąt lat.  Ochrzczono go jak innych członków rodziny w kościele w Korkożyszkach koło Podbrodzia.

Był ulubieńcem swojego rodzeństwa. Najwięcej uwagi poświęcała mu siostra Stefania, a najlepszy kontakt miał z najmłodszą Jadwigą. Robili sobie na wzajem różne psikusy. Kochał zwierzęta. Już jako dziecko lubił zajmować się mechaniką więc swoje losy związał z pojazdami. Wyuczył się na kierowcę. Po przyjeździe w 1956 r. z Wileńszczyzny do Polski wraz z rodzicami zamieszkał w Dobie k/Giżycka. Zatrudnił się jako traktorzysta w miejscowym PGR. Tam też poznał Marię Żylińską, w której bardzo się zakochał. Pamiętam jak często to okazywał. Mówił do niej często moja Marysieńko i dawał jej buziaki. Kilka lat po ślubie mieszkali w miejscowości Góry k/ Kamionek. Tam przyszedł na świat ich najstarszy syn Wojciech. Po paru latach pracy w PGR odezwała się tradycja rodzinna - postanowił kupić ziemię i gospodarować na własnym. W Wilkaskach koło Giżycka rozpoczęli z żoną nowy etap swojego życia.

Wraz z rozwojem gospodarstwa - obszarowym, inwentarzowym i maszynowym - powiększała się też rodzina Władysława. Rodziły się następne dzieci: Łucja, Mirosław, Krzysztof i Bogdan. Gospodarstwo wraz z zabudowaniami stało się miejscem spotkań rodzinnych. Wraz z najmłodszym Władysławem mieszkali jego rodzice, więc pozostałe dzieci ze swoimi rodzinami często przybywały by odwiedzić dziadka i babcię. Dzięki dobroci i ciepłu oraz gościnności zarówno wujka Władka i cioci Marysi wszyscy przyjeżdżający dobrze się tam czuli. Pamiętam spotkania rodzinne przepełnione wesołością, dźwiękami harmonii, na której pięknie grał walce dziadek Stefan. W domu wujka Władka zachowywane były tradycje i obrzędy regionalne. Drzwi były zawsze otwarte nie tylko dla rodziny - ale i dla sąsiadów. Plewakowie utrzymywał z nimi stały kontakt. Oni tam autentycznie żyli i żyją jak rodzina.

Wujek Władek pracował na roli, gospodarując na bez mała 3 włókach ziemi, jak przodkowie, to było jego życie. Wychował, wykształcił i wyposażył swoje dzieci. Kochał swoje wnuki. Kiedy się wzruszał łzy pojawiały się w jego oczach. Najmłodszemu Bogdanowi przekazał ziemię i razem z nim mieszał do śmierci. Pamiętam jego słowa, kiedy mówił, że on dochował rodziców i wierzy, że jego syn też tak zrobi. Tak też się stało.

W ostatnich latach swojego życia chorował. Może to skutki palenia tytoniu, ciężkiej pracy albo przebytych i nie doleczonych chorób. Mimo tego wziął udział w pamiętnym Zjeździe rodu Plewako w Rydzewie nad jeziorem Niegocin 6 sierpnia 2006 r., wstąpił też wraz z rodzeństwem do Towarzystwa Plewaków i wspierał jego działalność.

14 września 2008 r. spokojnie podczas snu odszedł do Pana. Za jego trud Bóg go wynagrodził ...

Wspomnienia Łucji Wszeborowskiej
- jego siostrzenicy